Hafciarskie początki…

Haftem krzyżykowym w mojej najbliższej rodzinie nie zajmował się nikt. Babcia pokazała mi kiedyś technikę wyszywania haftem płaskim i łańcuszkiem, ale wydało mi się to zbyt trudne – a może byłam za mała? Od niej też poznałam podstawy szydełkowania i robienia na drutach…

 

Moja pierwsza styczność z haftem krzyżykowym nastąpiła na wakacjach, gdzieś pomiędzy 5 a 6 klasą SP, czyli w połowie lat 80-tych. Haftu nauczyła mnie kuzynka… i dawno już sama go porzuciła 😛 Wyszywałam na zwykłym szarym płótnie, z którego początkowo wyciągałam nitki (aby zrobić siatkę, widoczną na dzisiejszych aidach), używając tego, co było pod ręką – muliny, kordonka o różnej grubości… w pasmanteriach też nie było dużego wyboru.

 

Mój pierwszy haft wykonany podczas tych wakacji ma dla mnie ogromną wartość sentymentalną – bo to właśnie tak wszystko się zaczęło!

 

 

Później były zakładki do książek i inne drobiazgi – między innymi okładki i piórniki, które wzbudzały zachwyt koleżanek i nauczycieli, nikt inny takich nie posiadał 🙂

 

 

 

Byłam ogromnie szczęśliwa, gdy w sprzedaży pojawiła się pierwsza „Anna” – mam jeszcze stare numery tej gazety! A pierwszy z nich kupiłam w kiosku koło „żelaznego mostu” – kiosk ten został później zmieciony przez falę powodziową w 1997 roku…

 

 

Z „Anny” wyszywałam sporo – między innymi cykl obrazków zamieszczonych na ostatniej stronie czasopisma:

 

 

Bardzo wiele lat sama zajmowałam się haftem, dopiero stosunkowo niedawno (jakieś 10 lat temu) nauczyłam tej sztuki Mamę – gdy poszła na emeryturę i zaczęło się jej nudzić w zimie 😉

 

Moje dwa największe obrazy – „Maki” Moneta i widok z mostem – wyszywałam jeszcze na tkaninie o policzalnych nitkach (jak len). Nie było wtedy aidy (przynajmniej w jedynej pasmanterii w moim mieście), musiałam bardzo uważać, odliczając nitki – cud, że ani razu się nie pomyliłam… (żadnych linii pomocniczych nigdy nie stosowałam).

 

 

Później dopiero odkryłam aidę… firmowa mulina pojawiła się w sklepie trochę wcześniej, najpierw Anchor (obrazki z „Anny” już nią wyszywałam), potem DMC…

 

A jakie były Wasze hafciarskie początki?

***

Drodzy Komentatorzy! Pamiętajcie, aby zostawić adres swojego miejsca w sieci – bardzo chętnie Was tam odwiedzę 🙂

26 Comments

  1. Ja zaczęłam późno, bo w 1997 roku. Pierwszym moim obrazkiem była róża DMC, która była publikowana z hasłem bodajże: „Jeśli umiesz przyszyć guzik, to umiesz także wyszyć tę różę”. To moje pierwsze dzieło było krzywe jak nieszczęście, krzyżyki stawiałam w różne strony, haftowałam na zwykłym białym lnie. Nie wyrzucałam tej róży, ale bladego pojęcia nie mam, gdzie ją wciepiłam.

  2. Twoje początki są świetne i fajnie, że się zachowały.
    Aniu, obudziłaś tym postem moje wspomnienia…
    Rękodziełem „zaraziła” mnie babcia, ale były to tylko druty i wyplatanie słomkowych toreb, kapeluszy i koszyczków.
    Haft krzyżykowy odkryłam dzięki „Annie” i od 1998 roku mam prawie wszystkie numery. Byłam zawiedziona, gdy w 2007 roku – czekając na serię obrazków z kotami – dowiedziałam się, że nie będzie jej już w Polsce. Mam jeszcze kilka numerów w wersji niemieckiej, a potem przerzuciłam się na „Wenę”.
    Haftu krzyżykowego nauczyłam się sama i poszłam od razu na głęboką wodę – wyszyłam metryczkę dla córki urodzonej w 2000r.
    No i ja również planuję cykl postów wspomnieniowych, bo po drodze pojawiły się różne inne techniki.
    Ps. Chyba jesteśmy rówieśnicami, jeśli dobrze odczytuję 73 😉

  3. Beata

    Ja nauczyłam się haftować w VIII klasie SP na lekcji techniki. Miałam wtedy 15 lat. Dzięki cudownej pani Jolancie (chyba) poznałam tą cudowną technikę, która przetrwała do dziś. Na gazetkę szkolną wyhaftowałam ogryzek. Pani przynosiła taki segregator z luźnymi kartkami z haftami. Potem kilka sobie pokserowałwm i zrobiłam jeszcze foczki… Kanwa była taka rzadka i rozlazła, bura i brzydka. Potem taka biała ale już sztywna (po praniu miękła). Potem dopiero nastały lepsze aidy. No i len. Po prawie 20 latach haftowania moja technika stawiania xxx zdecydowanie się polepszyła. W moim dorobku jest mnóstwo haftów dużych i małych… A ile rozdałam i sprzedałam… Dobrze że jeszcze tyle życia przede mną i mnóstwo projektów do zrealizowania…

    1. Anna Kurtasz

      Fajne wtedy były lekcje techniki…. ja właśnie z tego sentymentu za charakterem tych zajęć prowadzę z dzieciakami zajęcia artystyczne 🙂
      Pamiętam te kanwy – wieniec z owocami wyszywałam właśnie na takiej sztywnej, która zmiękła po wypraniu! Ale to już były późniejsze lata…. początek dziewięćdziesiątych chyba…

  4. Mnie też Babcia wprowadziła w świat haftu, szydełek i drutów a pierwszą pracą jaką wykonałam była serwetka w róże, którą odnalazłam wśród babcinych serwetek i obrusów po jej śmierci. Trzymała ją na pamiątkę moich początków a teraz ja ją trzymam tak z sentymentu. Twoje prace śliczne a te obrazy brak słów – przepiękne. Pozdrawiam 🙂

    1. Anna Kurtasz

      Wtedy o rozmiarach kanwy i mulinie DMC nikt jeszcze u nas nie słyszał. Zresztą nawet z muliną był kłopot – wyszywałam kordonkiem różnej grubości 😉

  5. Wow, bardzo fajna historia. Miło się czyta o twoich początkach. Ogólnie fajny pomysł by napisać o tym. Bo każda z nas na pewno ma swoją historię 😉 A twoja jest super i te pierwsze hafty – wow! Nie dziwię się że się zachwycano zakładkami i piórnikami…

  6. ja zaczęłam kiedy leżałam w szpitalu w ciąży, odbijało mi strasznie bo się bałam o dziecko, nawet uspokajające środki nie bardzo na mnie działały. Lekarz prowadzący kazał mi się czymś takim zająć (plus na receptę miałam oglądać wszelkie seriale brazylijskie), żebym zajęła czymś innym umysł niż strachem o dziecko (nie pomagałam mu tym utrzymać ciąży). Mama przysłała mi schemat i materiały, a że widziałam jak ona to robi jakoś poszło. zrobiłam obrazek do pokoju dziecinnego. Lubię haft, też nie robię linii ani żadnych innych znaczników, na co dzień nerwus, nie denerwuję się prując jeśli znajdę pomyłkę. od dawna nic nie haftowałam bo dosłownie opętało mnie szydełko.
    Masz fajnie udokumentowaną swoją hafciarską historię, to bardzo cenne-ja sentymentalna jestem

    1. Anna Kurtasz

      Ja też jestem ogromnie nerwowa, a własnie wyszywanie mnie wycisza i uspokaja 🙂 I też ogromnie sentymentalna – dlatego trzymam te wszystkie pierwsze hafty 🙂

Co o tym myślisz?