Mój sposób na naukę języka angielskiego!

 

Znałam kiedyś młodego chłopaka, który w wieku 19 lat posługiwał się sprawnie chyba już pięcioma językami. Do szóstego roku życia mieszkał w Niemczech, więc od urodzenia był w zasadzie dwujęzyczny… w szkole nauczył się angielskiego i francuskiego, na studiach doszła łacina i włoski… Byłam świadkiem, jak w rozmowie z kilkoma osobami różnych narodowości, bez żadnego problemu przeskakuje z niemieckiego na angielski i francuski – z taką  swobodą, jakby cały czas mówił po polsku. Wywarło to mnie niesamowite wrażenie, a jednocześnie wzbudziło wielki żal – dlaczego ja tego nie potrafię? Przecież musi być jakiś sposób na naukę języka angielskiego… i każdego innego, aby w ten sposób się nimi posługiwać!

 

Jak to z językami bywało…

 

Chodziłam do szkoły w czasach, kiedy od piątej klasy nauczano jedynie słusznego języka rosyjskiego. W liceum doszedł mi język niemiecki, który znienawidziłam od samego początku, przez co miałam z nim wielkie problemy. Na studiach kontynuowałam naukę rosyjskiego, ale oczywiście później tego zaniechałam i obecnie pamiętaj jedynie alfabet i mocno ograniczone podstawy. Miałam już prawie trzydzieści lat, gdy w 2000 roku pojechałam do Taize. To wioska będąca siedzibą międzynarodowej wspólnoty ekumenicznej, miejsce spotkań wielu ras, wyznań, kolorów skóry… Miejsce, w którym słychać prawie wszystkie języki świata. Po raz pierwszy (i drugi w zasadzie też) pojechałam tam z praktycznie zerową znajomością języka angielskiego – znałam jedynie mocno podstawowe zwroty, kiedyś bowiem zaczęłam uczyć się korespondencyjnie (ESKK), czego po kilku lekcjach zaniechałam. Gdy wybierałam się do Taize po raz trzeci, razem ze znajomymi, z którymi miałam tam jechać, postanowiliśmy wreszcie nauczyć się podstawowej przynajmniej komunikacji. Poszliśmy razem na roczny kurs języka angielskiego. Lekcje prowadzone były przez profesjonalnego lektora, odbywały się dwa razy w tygodniu, a ich efektem było jedynie… łatwiejsze kupowanie kawy oraz próba usprawiedliwienia się po obudzeniu budzikiem połowy pola namiotowego: „I am sorry, że nasz clock ti ti ti tit…..”.

 

sposób na naukę języka angielskiego

 

Te „spektakularne” sukcesy językowe skutecznie zniechęciły mnie do dalszej nauki. Owszem – korzystanie z komputera wymusza niejako znajomość języka, ale nabyłam jedynie umiejętność czytania i rozumienia, z mówieniem nadal jest gorzej niż kiepsko… Wreszcie, po wielu, wielu latach, postanowiłam to zmienić. Oto mój sposób na naukę języka angielskiego!

 

Mój sposób na naukę języka angielskiego!

 

[1] KURS JĘZYKOWY – 210 godzin nauki

 

W maju tego roku miałam okazję skorzystać z darmowego (finansowanego przez Urząd Miasta) kursu języka angielskiego. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu przez dwie godziny zegarowe. Całość obejmuje 210 godzin, od września nastąpi kontynuacja spotkań po dwumiesięcznej przerwie wakacyjnej.

 

[2] Aplikacja DUOLINGO

 

Ponieważ kontakt z językiem raz w tygodniu to zdecydowanie za mało, postanowiłam na czas wakacji włączyć sobie w plan nauki dodatkowe formy. Zdecydowałam się na naukę z aplikacją Duolingo. Program oferuje możliwość wyboru (i zmiany) tempa nauki. Ja wybrałam wersję minimum – zaledwie 20 pkt na dzień. Wolę zrobić minimum codziennie, niż zakładać zbyt ambitny plan, którego nie uda mi się zrealizować, a później zniechęcić się i całkiem go zaniechać. Od dwóch miesięcy udaje mi się realizować systematycznie założone minimum (nie miałam ani jednego dnia przerwy), a prawie codziennie przekraczam zaplanowaną ilość punktów, na tyle, na ile czas mi pozwala.

 

sposób na naukę języka angielskiego

 

[3] SŁÓWKO DNIA

 

Do tego wszystkiego od połowy lipca dołożyłam „słówko dnia”. Korzystam w tym celu ze strony DIKI, na której codziennie publikowane jest nowe angielskie słowo wraz z przykładem jego użycia. Muszę przyznać się, że w tym przypadku nie jestem zbyt systematyczna w nauce słów, ale notuję je skrupulatnie wraz ze znaczeniem w zeszycie do słówek.

 

sposób na naukę języka angielskiego

 

[4] SERIAL W ORYGINALE

 

Od sierpnia do codziennego  planu nauki dołączyło oglądanie w oryginale jednego odcinka serialu „Co ludzie powiedzą?” Sam serial uwielbiam i znam prawie na pamięć (oglądam go prawie w każde wakacje), dzięki temu orientuję się w treści. Dialogi rozumiem w małym stopniu, rozpoznaję tylko niektóre zwroty. W tym przypadku zależy mi jednak bardziej na biernym kontakcie z językiem i na „osłuchaniu się” z nim. 

 

sposób na naukę języka angielskiego

 

I co dalej? 

 

Od września – oprócz kontynuacji metod (Duolingo, słówko dnia, serial) – wracam do regularnej nauki w ramach kursu. Oprócz tego w domu mam zamiar dołączyć do tego zestawu kolejne formy nauki. W rozplanowaniu tygodniowym będzie to wyglądało następująco:

 

[poniedziałek] – ELLO VIDEO – jeden filmik + czytanie transkrypcji dialogu + quiz

[wtorek] – LYRICSTRAINING – uzupełnienie ze słuchu jednej piosenki

[środa] – KURS

[czwartek] – BBC IDIOMS – jeden filmik

[piątek] – Podkasty w języku angielskim – jeden wybrany do posłuchania

 

Sobota i niedziela wolna od intensywnej nauki – oczywiście poza Duolingo – ta forma codziennie, bez względu na wszystko!

 

Wnioski:

 

  • Systematyczność – lepiej mniej, ale codziennie.
  • Różnorodność – słuchanie, pisanie, czytanie… może w końcu mówienie.
  • Rywalizacja – kurs i statystyki w Duolingo, dające możliwość porównywania z innymi swoich postępów.
  • Plan – i konsekwentna realizacja odnotowywana oczywiście w moim BuJo, co daje dodatkową motywację do nauki.

 

***

 

Ciekawa jestem, co sądzicie o moim sposobie na naukę języka angielskiego. A może macie własne sprawdzone metody? Podzielcie się nimi w komentarzach. I pamiętajcie – na naukę nigdy nie jest za późno!

 

 

Co o tym myślisz?