SIERPIEŃ… w zdjęciach :)

Minęły ciepłe wakacyjne dni, zachody słońca fotografuję coraz wcześniej, a rankiem trzeba ścierać rosę z szyb samochodu… Jaki był mijający właśnie miesiąc? Zapraszam na SIERPIEŃ… w zdjęciach 🙂 

 

W Jiczinie…

 

Z różnych względów (głównie zdrowotnych i finansowych) możemy sobie pozwolić jedynie na jednodniowe wyjazdy. Staramy się zatem, aby były one pełne wrażeń i atrakcji. Jako miejsce pierwszego wakacyjnego wyjazdu w tym roku wybraliśmy czeski Jiczin – bynajmniej nie ze względu na ślady Rumcajsa (chociaż i jego tam znaleźliśmy). Głównym powodem był znajdujący się w tym miasteczku potężny smok, a wiadomo, jak mój Marcin kocha smoki! Ja znalazłam tam dla siebie całą masę naparstków… chociaż działo się to z przygodami 😉 A skąd wziął się smok w Jiczinie? 

 

„Inne podanie opowiada znów o tym, że na Skalkach mieszka smok, a gdy się z nim ktoś spotka, musi mu wypiąć tyłek. Smok zadrży i nasypie nam złote pieniążki.”

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

W ZOO…

 

Czeskie ZOO-Safari w Dvur Kralowe odwiedziłam po raz piąty! Bardzo lubię to miejsce – zwierzęta mają tam wiele swobody, a sam ogród prowadzi sporo różnych akcji, między innymi rozmnaża nosorożca białego. W tym roku odwiedziłam je w zasadzie przypadkiem… a może raczej – z powodów nostalgicznych. Przejeżdżaliśmy obok wracając z Jiczina i… zatęskniłam. A skoro wybieraliśmy się do Jiczina po raz kolejny (!!!), żal było nie zatrzymać się w ZOO na dłużej. A dlaczego odwiedziliśmy Jiczin w tak krótkim czasie po raz drugi? To dłuższa historia, ale chętnie ją Wam opowiem ***

 

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

W ogrodzie…

 

Szczerze przyznam, że gdy za drzwiami ma się tak piękny ogród, jak nasz, to nawet nie chce się nigdzie z domu wyjeżdżać… Cudowne zakątki, zapachy, kwiaty, możliwość wyjścia rano w samej piżamie, kawa pita przy nowym stole, obiady jedzone na świeżym powietrzu… A na dodatek cały czas wszystko wokół się zmienia – Mama wymyśla nowe koncepcje zagospodarowania terenu, Marcin realizuje, a ja dokumentuję… a potem – dzielę się z Wami pięknem, które nas otacza na co dzień!

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

W pracowni…

 

Wiele sierpniowych dni spędziłam w pracowni robiąc nowe Pudełeczka pełne szczęścia! Kocham to zajęcie i jestem szczęśliwa, gdy mogę Was nimi obdarowywać! Wiele radości sprawia mi też ostatnio prowadzenie mojego BuJo i zakupy z nim związane – szczególnie nowe pisadełka. 

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

W drodze…

 

Jakiś czas temu opisywałam Wam, jak wyglądają wszystkie nasze podróże. Nadal staramy się, aby sama droga była celem i dostarczała nam mnóstwo wrażeń. Lubimy też zatrzymywać się w miejscach, które wzbudzają naszą ciekawość lub zachwyt.

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

Wśród kotów…

 

Ostatnie dni sierpnia wiązały się z powiększeniem naszej rodziny. W pobliskiej wiosce, koło domu, którym się opiekujemy, znaleźliśmy dwa podrzucone kociaki. Maleństwa miały około trzech tygodni i żadnych szans na samodzielne przeżycie. Tymczasowo mieszkają u nas, otrzymały imiona Bonifacy i Filemon (to kocurki), zostały już odpchlone i odrobaczone. Teraz dużo jedzą i szybko rosną, ale cały czas szukają nowego – najlepszego na świecie domu! Niestety, nie jesteśmy w stanie ogarnąć finansowo siedmiu (7!) kotów, sześciu królików, trzech rasowych kur i psa… Kotki do adopcji oczywiście wyłącznie w dwupaku! 

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

W zachwycie…

 

Mam to szczęście, że z okna mojego pokoju rozpościera się cudowny widok na Góry Stołowe, a lokalizacja domu pozwala właśnie stamtąd fotografować zachody słońca. Natura codziennie oszałamia nas swoim pięknem!

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

W szale zakupów…

 

Ponieważ jeździć zbytnio nie mogę, chodzić w zasadzie także nie… rekompensuję to sobie innymi przyjemnościami. Należą do nich zakupy. Zakupy specyficzne, ponieważ w kręgu moich zainteresowań, zamiast popularnych kosmetyków czy ubrań, znajdują się artykuły papiernicze, scrapbookingowe, naparstki oraz rzeczy z wiatrakami! 

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

W czytaniu…

 

Wolne wakacyjne dni pozwoliły mi nadrobić czytelnicze zaległości z pierwszej połowy roku. Udało mi się ukończyć wyzwanie Przeczytam 52 książki w 2017 – teraz już mogę oddawać się lekturze bez stresu – to, co przeczytam od września do grudnia, to już tylko mój bonus!

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

Wśród pcheł… 😉

 

Staramy się kąpać Pestkę dość często, chociaż bardzo tego nie lubi. Pchełki jednak – przy takim wielkim zwierzyńcu, jak nasz – pojawiają się czasami i trzeba z nimi walczyć. Nie przeszkadza to jednak pieskowi w wylegiwaniu się na każdej dostępnej kanapie oraz spaniu w naszym łóżku… co czyni na zmianę z kotami. 

 

SIERPIEŃ... w zdjęciach :)

 

***

 

Gdy po raz pierwszy tego lata byłam w Jiczinie, dotarliśmy tam (po zwiedzaniu Czeskiej Skalicy, Miletina oraz mnóstwa objazdów z powodu robót drogowych) o godzinie 12:10… i zaparkowaliśmy naprzeciwko sklepu, na którego wystawie zobaczyłam wiele różnych wzorów naparstków, ale.. kartka na drzwiach informowała, że w soboty sklep jest czynny do godziny 12. Nie, nie napiszę tego, co wtedy myślałam i mówiłam, bo mi chyba cenzura bloga zablokuje! I właśnie dlatego do Jiczina musiałam wrócić. 
Tym razem nigdzie się po drodze nie zatrzymywaliśmy, napotkaliśmy jedynie roboty drogowe 15 km od celu (jak poprzednio!) i – aby nie robić godzinnego objazdu (jak poprzednio!) – zdobyłam się na nieludzki przy swoim introwertyzmie wysiłek… Zatrzymałam jadący wóz policyjny i SAMA zapytałam o drogę! A następnie wysłuchałam uprzejmych wyjaśnień czeskiego policjanta, który musiał je powtarzać tylko dwa razy! Ale w końcu to nie była łatwa do zrozumienia nazwa, jak np. Praga, ale wioska o nazwie Šárovcova Lhota – więc naprawdę nie zrozumiałam za pierwszym razem! Ale… ale… nie dość, że zrozumiałam, to jeszcze TRAFIŁAM!  I tym razem byliśmy w Jiczinie o 11:30, czyli na pół godziny przed planowaną przerwą w sklepie… Zwycięstwo? Niestety, jeszcze nie… Ponieważ po przejechaniu tych 111 kilometrów zastaliśmy na szybie kartkę, że… dziś sklep otwarty wyjątkowo od 10:30… a on był nadal ZAMKNIĘTY!  Pominę myśli i słowa… Z rozpaczy poszłam się wysikać… Na szczęście, gdy już wróciłam, sklep był otwarty, a ja wydałam w nim równowartość miesięcznej kwoty abonamentu telefonicznego na dwa telefony… ale radości mojej wprost nie da się opisać!
Widzicie więc, że podczas naszych wyjazdów jednodniowych mamy czasem więcej emocji niż inni podczas dwutygodniowego urlopu 

 

A co dalej?

 

Teraz przede mną jeden z najbardziej pracowitych (poza czerwcem) miesięcy w roku. Do szkoły już wróciłam, za tydzień wrócę także do swoich dzieci i do codziennej rutyny… Niedługo nadejdzie też moja druga ulubiona pora roku – pełna barw jesień! Liczę na piękne zdjęcia i z nadzieją spoglądam na nadchodzące dni…

 

14 Comments

  1. Miałaś ciekawy sierpień :).

    Widok z okna masz przepiękny :).

    Hihi dobrze, że za drugim razem udało Ci się kupić naparstki :).
    Też mam takie miejsce, do którego muszę wrócić… W lesie jest mały drewniany domek nad stawem. Oczywiście zrobiłam mu mnóstwo zdjęć oprócz panoramicznego :).

  2. Och, Aniu u Ciebie intensywnie i kolorowo jak zwykle. Obyś miała zawsze tyle energii i pomysłów. Serdecznie Ci tego życzę 🙂
    P.S. zakochałam się w Filemonie i Bonifacym. Mam nadzieję, że znajdą dobry domek.

  3. Pięknie tu dziś u Ciebie. Wśród parków, podrózy książek i pasji.
    Zachwycił mnie smok, a kotki małe słodkie.
    Pestka, kochana psinka. Może jakąś obrożę przeciw pchełkom kupisz i Pestce będzie lżej. Nasze psy maja i nie ma problemu.

    Pozdrawiam serdecznie.

Co o tym myślisz?