Przystanek Kłodzko

W niebo… i wyżej!

W niebo… i wyżej!

12 kwietnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Załogowych Lotów Kosmicznych. Przypomnijmy sobie zatem tych dzielnych ludzi w srebrnych kombinezonach i wznieśmy się – chociaż w marzeniach W niebo… i wyżej!

 

Posadzili na fotelach miękkich nas
I pasami do nich ciała przywiązali
I zamknęli nad głowami szczelny właz
I od zewnątrz śruby w nim pozakręcali.
Hełmy głowy nam wessały jak pijawki
I oddzielił nas od świata brzuch potwora –
Jeśli słychać coś, to to, co jest w słuchawkach,
Jeśli widać coś, to to w telewizorach.

 

To on był pierwszy!

 

12 kwietnia 1961 roku Jurij Gagarin odbył na statku Wostok 1 pierwszy w historii lot w przestrzeni kosmicznej. 20 lat później rozpoczął się lot doświadczalny pierwszego wahadłowca kosmicznego Columbia. Dla upamiętnienia tych wydarzeń właśnie 12 kwietnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Załogowych Lotów Kosmicznych.” [źródło]

 

W niebo... i wyżej!

 

“Jurij Gagarin na statku Wostok 1 dokonał niepełnego okrążenia Ziemi po orbicie. Lot trwał zaledwie 1 godzinę i 48 minut. Był to największy technologiczny i propagandowy sukces ZSRR w wyścigu kosmicznym z NASA.

 

W niebo... i wyżej!

 

Gagarin nie wylądował w Wostoku, ale katapultował się z niego wcześniej i dotarł do powierzchni Ziemi na spadochronie. Mimo to Międzynarodowa Federacja Lotnicza uznała pobite przez niego rekordy: wysokości lotu, czasu lotu i wielkości masy wyniesionej na orbitę.” [źródło]

 

Pierwsza szkoła podstawowa, do której chodziłam (a zarazem ta, w której obecnie pracuję), zlokalizowana była właśnie przy ulicy Gagarina (obecnie Sienkiewicza). Pod koniec lat siedemdziesiątych do grona astronautów dołączył Polak – Mirosław Hermaszewski. Obchodzone wtedy hucznie pierwszomajowe święta zawierały często odwołania do lotów kosmicznych. [zdjęcia pochodzą z archiwalnych kronik mojej szkoły]

 

W niebo... i wyżej!

 

W niebo... i wyżej!

 

W niebo... i wyżej!

 

W cichą ciemną przestrzeń nieba wystrzelili nas
I patrzyli, póki się nie upewnili, że

My próżni, w stanie nieważkości,
Gdzie z opóźnieniem nas dochodzą głosy z Ziemi,
Gdzie w normie humor dobry, w normie mdłości,
W normie powolność, mózgu niedokrwienie.
Ciągle w tym samym stadium dojrzałości,
W jakim nas wystrzelono w ten bezdenny krater;
Z takim zasobem o swym losie wiadomości,
Jaki nam da koordynator.

 

Astronauta czy kosmonauta?

 

“Słowo astronauta ma ciekawą historię. Jego początków należy się doszukiwać w nazwie własnej Astronaut (była to nazwa statku kosmicznego) wymyślonej przez angielskiego pisarza Percy’ego Grega i używanej przez niego w powieści science fiction (wydanej w 1880 roku) pt. Across the Zodiac: The Story of a Wrecked Record. Później, bo w 1925 roku, w języku francuskim pojawił się przymiotnik astronautique znaczący ‘związany z podróżami międzyplanetarnymi’. Wymyślił go (na wzór aéronautique ‘związany z podróżami powietrznymi; lotniczy’; mamy tu cząstkę astro-, wywodzącą się z greckiegoástron ‘gwiazda’, oraz -nautique pochodzącą, także z greckiego, nautes ‘żeglarz’) i użył w swojej powieści pt. Les Navigateurs de l’infini francuski pisarz pochodzenia belgijskiego Joseph Henri Honoré Boex (posługujący się pseudonimem J.H. Rosny). Sądzi się, że to właśnie Boeksowi zawdzięczamy upowszechnienie się tego słowa i późniejsze utworzenie rzeczownika astronaute – już w nowym (współczesnym) znaczeniu ‘osoba wykonująca loty kosmiczne’. 

Wyraz kosmonauta natomiast, wbrew pozorom, nie powstał w Związku Radzieckim (ani w języku rosyjskim), lecz we Francji. Po raz pierwszy użyto go w latach 30. XX wieku w czasopiśmie Les problèmes de la Cosmonautique, a do jego upowszechnienia przyczynili się Rosjanie w pamiętnym roku 1961. Istotnie, wówczas walka o przestrzeń kosmiczną objęła także język – do radzieckich statków kosmicznych wsiadali kosmonauci, a do amerykańskich astronauci. Dla porządku trzeba dodać, że kosmonauta składa się z dwóch cząstek o pochodzeniu greckim: kosmo- z greckiego kósmos ‘świat’) i -naute (z greckiego nautes ‘żeglarz’). 

Jak więc widać, pochodzenie słów kosmonauta i astronauta jest nieco inne. Kosmonautato – zgodnie z etymologią – ktoś, kto podróżuje w przestrzeni pozaziemskiej, a astronauta to ten, kto podróżuje wśród gwiazd. Jako że przestrzeń pozaziemska to przestrzeń międzygwiezdna, oba słowa odnoszą się do tego samego. Różni je tylko to, że jedno upowszechniło się w krajach byłego bloku komunistycznego, a drugie – w USA i krajach zachodnich.” [źródło]

 

W niebo... i wyżej!

 

Słychać tylko jego lub spikera głos,
Na ekranach gąszcz wykresów i wyliczeń –
Jaką siłę daje atomowy stos,
Ile jemy mięsa w proszku i słodyczy.
Nie lecimy my odkrywać gwiazdozbiorów
Ani z obcych planet uszczknąć gruntu gramów;
Naszym wielkim celem jest, ogólnie biorąc,
KONSEKWENTNA KONTYNUACJA PROGRAMU!

 

Ten, który skoczył w otchłań nieba…

 

A w roku 2013 – na jednym ze swoich starszych blogów – pisałam:

Nie mam telewizora. Z wyboru… ale 14 października ubiegłego roku zeszłam do Mamy. I przez kilkadziesiąt minut z ogromnym napięciem patrzyłam w ekran…

Skakał Felix

I było tak – wspominała Mama – jak w roku 1969, gdy wszyscy na ulicy zebrali się u jednej sąsiadki posiadającej telewizor… i z napięciem patrzyli, jak człowiek stawia pierwszy krok na Księżycu!

14 października 2012 roku było podobnie. Z napięcia rozbolał mnie brzuch… Wiecie, że nie wierzyłam w szczęśliwe lądowanie Felixa? Gdy wpadł w lot wirowy, byłam prawie pewna, że w jego żyłach zagotuje się krew… Ale nie tylko ja się obawiałam – transmisje też miały kilkudziesięciosekundowe opóźnienie…

Jednak udało się! 

Później dużo czytałam… o jego skokach, o  Josephie Kittingerze… i rozmyślałam, co czuł, gdy wznosił się – nie w takiej gondoli, jak Felix, ale w otwartej – w przestrzeń…

I o Gagarinie… szkoła, w której pracuję i do której chodziłam, leżała przy ulicy Gagarina (obecnie – Sienkiewicza)…  szkoda, że zmieniono nazwę – niedługo pewnie i o Gagarinie ludzie zapomną – zafascynowani “bohaterami” Ameryki… a tak mi go żal… wsadzony w rakietę, praktycznie ubezwłasnowolniony – nie mógł zrobić kompletnie nic, całe sterowanie z Ziemi… a on, biedak, jak mięso armatnie…

Tyle myśli, tyle przeżyć…

Zaczęłam sobie to wszystko przypominać, ponieważ zrobiłam dziś ATC na wyzwanie i wymianę.

Temat – “Podniebne loty”.

I dlatego na moim ATC jest Felix – bohater moich czasów (Gagarina i Księżyca osobiście nie pamiętam), który wyskoczył w otchłań nieba…

 

W niebo... i wyżej!

 

Co ciekawe, gdy szukałam tego wpisu, całkiem przez przypadek dowiedziałam się, że dwa lata później skok Felixa został pobity… cicho i bez rozgłosu [źródło]

 

Cicha ciemna przestrzeń nieba nas otacza
I nikt z nas na razie nie rozpacza, że

My w próżni, w stanie nieważkości –
Przedmioty, myśli, słowa krążą gdzieś bezwładnie;
Że automaty weszły w stan nieomylności
I wszystko wiedzą dokładnie!
Że rozłożone porcje naszej aktywności,
Że czas nieprędki, gdy staniemy znów na Ziemi!
Wrócimy – sądząc po programów niezmienności –
Gdy coś się bez nas na niej – zmieni!

 

Astronauta na Alasce 😉

 

Nie sposób nie wspomnieć też o – mocno zarozumiałym, ale niewątpliwie sympatycznym – astronaucie z mojego ulubionego serialu “Przystanek Alaska”. Jest nim Maurice Minnifield (grany przez Barry’ego Corbina) – były kosmonauta, lokalny biznesmen, najbogatszy mieszkaniec miasta. [źródło zdjęcia]

 

W niebo... i wyżej!

 

We wpisie wykorzystałam tekst piosenki mojego ulubionego pieśniarza i poety Jacka Kaczmarskiego: “Kosmonauci” 1976 [źródło tekstu]

 

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze do wpisu „W niebo… i wyżej!

    • Moja Mama też to pamięta. A ja wspominam, jak szkoła, do której chodziłam (a w której obecnie uczę) leżała przy ulicy Gagarina 🙂

Dodaj komentarz