Przystanek Kłodzko

Zdarzyło się… w 2018 roku :)

Zdarzyło się… w 2018 roku :)

Zdarzyło się… w 2018 roku 🙂

 

Kończy się rok 2018. Jaki był? Dość dobry, a jednak pełen różnych emocji. Jestem raczej osobą pozytywnie nastawioną do tego, co się dzieje, dlatego wolę dostrzegać te lepsze rzeczy wokół siebie. Było ich bardzo dużo. A nawet te gorsze okazały się gorszymi tylko z pozoru. Ostatnie miesiące są dla mnie dość nerwowe, gdyż wiążą się z chorobą i decyzją, którą podjęłam, a która będzie miała swój finał (mam nadzieję, że pozytywny) dopiero w przyszłym roku… Teraz jednak chciałabym wrócić pamięcią do tych najciekawszych chwil. Zobaczcie zatem, co Zdarzyło się… w 2018 roku 🙂

 

Styczeń

 

Zamiast szukać nieba gdzieś indziej, stwórz własny kawałek nieba TU i TERAZ” Regina Brett

 

Te słowa od dość dawna kierują moim życiem. Staram się, aby przestrzeń wokół mnie była jak najbardziej przyjazna, dająca powód do radości i szczęścia. Lubię dom, ogródek. To tu wypoczywamy po pracy, pijemy kawę. To tu żyją szczęśliwie nasze zwierzęta. Nie potrzebujemy wiele. Czasem wyruszamy, aby zobaczyć coś nowego, ale zawsze z radością wracamy.

 

To był dobry miesiąc – wypełniony miłymi chwilami w pracowni, marzeniami o Severusie Snape, pełen pięknych zachodów słońca i wypoczynkiem podczas ferii.

 

Mocno wzięłam sobie do serca słowa Oli Budzyńskiej:

[…] zarządzanie czasem nie jest sztuką dowalania sobie jeszcze więcej, ale sztuką odpuszczania”

I to chyba był pierwszy krok do tegorocznego odpuszczania sobie. Rezygnacji z z kiepskich… webinarów, spraw, książek, blogów, ludzi…

 

Co najlepszego przeczytałam w tym miesiącu? Odkryłam książki Thorwalda (zaczęłam od “Stulecia chirurgów” i mocno polecam), ale najbardziej chyba emocjonalnie przeżyłam coś leżącego całkowicie na przeciwnym biegunie – jeśli chodzi o wartość literacką. Trzy czy cztery dni żyłam bowiem całkowicie w świecie fanfika “Kiedy lwica walczy”.

 

Ponownie udało mi się zdobyć drugie miejsce w konkursie Bardo. Szopka 2017 🙂

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Luty

 

Czułam się zmęczona pracą. Marzyłam o powrocie do haftowania, czytania i o wycieczkach. Udało mi się odkryć nową pyszną cukiernię, oprawić wyszyte w styczniu malwy, zjeść pyszne pączki u Igi, pojechać do Świdnicy i zacząć malować akwarelami.

Cieszyły mnie kreatywne lekcje z dziećmi, ich sympatia. Starałam się ich inspirować do różnych działań, nie tylko szkolnych.

“TRZEBA MIEĆ PASJĘ. Jeśli ja mam jakiegoś świra, to przekażę tego świra dalej” (ze szkolenia)

Nauczyłam się oszukanej kaligrafii, tworzyłam pudełeczka, malowałam…

Książką, która najbardziej utkwiła mi w pamięci – z przyczyn emocjonalnych (wydarzenia na Nanga Parbat) – była pozycja “Spod zamarzniętych powiek”.

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Marzec

 

Czułam się bardzo zmęczona mrozami i zimą, która tak naprawdę dopiero w marcu uderzyła w nas porządnie. Marzyłam o prawdziwej wiośnie i wycieczkach w poszukiwaniu wiatraków.

Tylko ja odpowiadam za swoje życie i szczęście.

Realizowałam z uczniami ciekawe lekcje. Zamówiłam nowe gabloty na naparstki, których ilość cały czas się zwiększa.  Kupowałam sobie fajne rzeczy – zarówno w Chinach, jak i w nowo odkrytym sklepie Action w Świdnicy. Razem z Moniką szalałyśmy mocno w swoich bullet journalach. W pracowni powstawały nowe pudełeczka i zaproszenia komunijne.

Zadbaj przede wszystkim o siebie, to jest klucz do twego szczęścia. [Stephane Garnier]

Dość dużo udało mi się przeczytać. Polecam szczególnie rozwojowy “Fenomen poranka” oraz sensacyjne “Za zamkniętymi drzwiami”.

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Kwiecień

 

Kwiecień przyniósł wreszcie to, co kocham najbardziej – słońce, ciepło, śpiew ptaków i cudownie kwitnące drzewa owocowe! A ja? Słucham do znudzenia These Boots Are Made for walkin’, czuję się pełna energii, zachwycona otaczającym mnie pięknem, radosna i oszołomiona ciepłem! Chciałabym, aby wiosna trwała cały rok!

Cieszę się wspólnymi weekendowymi śniadaniami, słonecznymi chwilami i kawą pitą na ogródku, mnóstwem nowych książek i zakupami papierniczymi. Wędrujemy w poszukiwaniu krzyży pokutnych, cieszymy się nowym króliczkiem, który u nas zamieszkał, odwiedzamy Przyjaciół zakochanych we wiatrakach.

Spędzam sporo czasu w pracowni, gdzie powstaje mnóstwo nowych pudełeczek i czekoladowników.

Czytam nową książkę Philipiuka “Wampir z KC”… w ogóle dużo czytam 🙂 Jest pięknie!

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Maj

 

Tegoroczny maj był słoneczny i gorący. Byłam mocno zawalona pracą. Marcin zrobił remont w mojej pracowni. Później ją porządnie wysprzątaliśmy, zrobiłam tam małe przemeblowanie i zawiesiłam nowe gabloty na naparstki. Kupiłam nowy samochód, sprzedałam stary. Podczas długiego majowego weekendu (aż 9 dni!) wybraliśmy się na wycieczkę do Osiecznej. Zrobiłam mnóstwo cudownych zakupów. Cieszyłam się śpiewem ptaków o poranku i pięknymi zachodami słońca 🙂

W pracowni powstawały pudełeczka komunijne, kartki i czekoladowniki.

Polecam do przeczytania świetną (a zarazem przerażającą) książkę Anny Kańtoch “Tajemnica godziny trzynastej” .

I cały czas tęsknię za wyszywaniem…

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Czerwiec

 

Czerwiec był bardzo upalny i wypełniony pracą. Czułam się początkowo ogromnie wyczerpana, a później oszołomiona wolnym podczas wakacji 🙂 Cieszyły mnie wspólne weekendowe śniadania, nowe naparstki, miłe chwile w pracowni. Ogródek wzbogacił się o flamingową dekorację od mojej Oliwki 🙂 Zachwyciły mnie fantastyczne sery z Lutomierza. Spędziłam z Moniką kreatywny weekend podczas teatralnych warsztatów w Lądku. Pożegnałam się z dziećmi na czas wakacji podczas cudownego ogniska klasowego. Odwiedziliśmy po raz kolejny Rusko i Wrocław. Jadłam pyszną smażoną cukinię i Rafaello od Madzi 🙂 Nagrałam swój pierwszy film na YT!

Pracowałam przede wszystkim nad stosami szkolnych dokumentów, ale mogłam też spędzić czas w pracowni i wykonać kilka pudełeczek 🙂

Cieszyłam się z wakacji i scrapowych warsztatów we Wrocławiu 🙂

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Lipiec

 

Lipiec był pełen słońca, książek i porządków. Oczyszczaliśmy naszą przestrzeń bardzo intensywnie i skutecznie – zaplanowany efekt udało się osiągnąć, z czego jesteśmy ogromnie zadowoleni 🙂

Czułam się wypoczęta, zrelaksowana i pełna nowych pomysłów 🙂

Odkryłam radość z nagrywania filmów na YT, dużo czytałam – przede wszystkim świetne książki Tess Gerritsen. Cieszyłam się zamówieniami z Aliexpress, ciepłym chlebem od Igi, kolejną gablotą na naparstki, pięknymi mieczykami w ogródku, nowymi wspaniałymi lokatorami w Boguszynie, wiatrakowymi prezentami od Doroty 🙂

Pracowałam nad pudełeczkami ślubnymi i nowymi filmami na YT.

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Sierpień

 

Sierpień był upalny, wypełniony sprzątaniem, troską o Budynia, który zaginał i radością, gdy wrócił po tygodniu! Czułam się wypoczęta, ale bardzo zmęczona upałem. Cieszyły mnie nowe zakupy – zarówno te przydasiowe, jak i do pokoju. Udało się porządnie oczyścić przestrzeń, w której żyjemy. Jeździliśmy na małe wycieczki – do Wałbrzycha i Świdnicy, a nawet jedną trochę dłuższą – aż do Bogatyni. Miałam wypadek samochodowy, ale wszystko skończyło się dobrze, a szkody udało się naprawić. Przeszłam Diablo 3. Miałam mnóstwo czasu na czytanie 🙂 Urządziłam sobie nowy kreatywny kącik, w którym dominuje mój ulubiony kolor turkusowy.

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

 

Wrzesień

 

Wrzesień był w większości bardzo upalny i mocno wypełniony pracą. Upały skończyły się jednocześnie z nadejściem kalendarzowej jesieni.Byłam bardzo zmęczona pracą, czułam się niedoceniona, rozżalona i zniechęcona. Na szczęście znalazło się sporo rzeczy, które mnie cieszyły. Należały do nich: wakacyjne upominki od dzieci, wiatrakowe prezenty od Doroty, pyszna kawa z ekspresu pita po pracy, zakupy książkowe (i nie tylko), nowa czerwona lodówka retro, miłe chwile w pracowni, wyjazdu do Wałbrzycha i Wrocławia, obrady jury w Krosnowicach oraz wsparcie okazywane przez dzieci i ich rodziców. Pracowałam nad pudełeczkami z okazji ślubu, Dnia Edukacji Narodowej, rocznicy ślubu, imienin.

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Październik

 

Dwie trzecie października rozpieszczało nas słońcem i ciepłem oraz mnóstwem fantastycznych barw. Ostatni tydzień miesiąca był zimny i ponury… stanowił niejako przedsmak smutnego listopada. Ja jednak byłam cały czas pełna zachwytu nad złotą polską jesienią. Czułam się oszołomiona jej barwami, a także zniechęcona deszczem i coraz krótszymi dniami. Złota jesień to chyba najpiękniejsza pora roku i mogłaby trwać cały czas… jedynie na zmianę z wiosną 🙂

Byłam wdzięczna za pyszny chleb od Igi jedzony ze świeżym masłem. Robiłam zakupy w hurtowni papierniczej i uzupełniałam bullet journal. Kupiłam dwa turkusowe planery od Pani Swojego Czasu (wyszły w edycji limitowanej). Cieszyły mnie ciepłe dni spędzane na ogródku i spacery z Pestką. Celebrowaliśmy wspólne picie kawy. Jeździliśmy do Świdnicy na sympatyczne zakupy. Graliśmy w Carcassone.

Cieszyła mnie kawa pita na ogródku w promieniach jesiennego słońca. Spacery i fotografowanie pięknej jesieni. Miałam mało czasu na czytanie i oglądanie, a jeszcze mniej na pracownię…

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Listopad

 

Listopad zwykle jest bardzo smutny i ponury. Na szczęście jakoś w tym roku nie mam takiego wrażenia. Do połowy miesiąca mieliśmy bardzo ładną i słoneczną pogodę, później nagle zrobiło się chłodno – nawet spadł śnieg, ale ta druga połowa miesiąca przypadła/przypada na czas mojej choroby, więc też jakoś szczególnie dotkliwie tego nie odczuwam (nie mogłam, więc nie musiałam wychodzić z domu). I tym sposobem udało mi się szczęśliwie dotrwać do świątecznego grudnia.

Słuchałam starych piosenek z festiwalu w Kołobrzegu. W ogóle pierwsza połowa była mocno przesycona patriotycznym klimatem – ze względu na setną rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości i związane z tym szkolne projekty. No i o ile praca z dziećmi dawała mi wiele radości, to jednak reszta (czyli atmosfera i jeszcze bardziej niż dotychczas spotęgowana biurokracja) spowodowała moje wielkie zniechęcenie i rozżalenie.

W związku z tym pojawiło się pragnienie możliwości pracy w jakimś spokojniejszym miejscu oraz większa autonomia. Marzyłam też o odzyskaniu głosu i wyzdrowieniu, niestety – nadal w pełni się to nie udało.

Wdzięczna byłam ogromnie za ciepłe dni na początku miesiąca, szalone rodzinne wycieczki i zakupy, wspólne picie kawy poobiedniej, wieczory z grą Carcassone, własną asertywność i odwagę (w pracy), pyszny chleb od Igi, brushpeny od Moniki, holenderskie niespodzianki od Kingi, zafarbowanie włosów na granatowo i możliwość kreatywnych działań podczas choroby.

Pracowałam nas szkolnymi dokumentami (których jest coraz więcej i więcej), ale znalazłam też czas na wykonanie pudełeczka emeryckiego oraz ślubnych czekoladowników i urodzinowych zaproszeń.

Po raz kolejny zanurzyliśmy się w filmowy świat Harry’ego Pottera.

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

Grudzień

 

Grudniowe dni były ciemne, otulone zapachem aromatycznej kawy. Pełne oczekiwania na Święta, a jednocześnie na Wielkie Zmiany, które powoli wprowadzamy w swoim życiu. Jedna ze zmian jest już na dobrej drodze, na drugą mam wielką nadzieję… Poza tym – znowu większą część miesiąca jestem na zwolnieniu – ciągle kaszlę i mam kłopoty z głosem. Też jednak liczę na to, że to się niedługo zmieni.

Czułam się chora i zachrypnięta, wdzięczna za pomoc koleżankom z pracy, a jednocześnie bardzo zniechęcona wszystkim, co dzieje się poza moim domem i rodziną. Chciałabym wreszcie wyzdrowieć. Marzę o bezśnieżnej zimie. Chcę wreszcie coś zmienić w swoim życiu – zanim na jakąkolwiek zmianę będzie już za późno…

Jestem wdzięczna za wspólnie pite codziennie pyszne kawy z kalendarza adwentowego, wycieczkę do Świdnicy i Wałbrzycha (gdzie mają najlepszy chiński makaron), cudowne prezenty od Moniki (urodzinowy i gwiazdkowy), udaną hospitację, kino z dziećmi, znalezienie dobrego domu dla kotki Skarpetki, wizytę Cioci Ali, długopisy – reniferki, pyszną kawę ze sklepu Madagaskar, możliwość obejrzenia piernikowego miasteczka w Dzierżoniowie, pomoc potrzebującym, warsztaty papierowego teatru, świetny webinar PSC, wspólne pieczenie ciasteczek, Carcassone pod choinkę i wspólne popołudnia przy grze, toster kupiony w prezencie dla Mamy, cudowne upominki od zaprzyjaźnionych dziewczyn, wspólne świąteczne przygotowania, zdrowe i szczęśliwe Święta.

Udało mi się zrobić pudełko urodzinowekartkę ślubną. Napisałam dwa artykuły do gazety. Zakończyliśmy projekt Papierowy Teatr i bierzemy udział w konkursie Bardo. Szopka 2018.

 

Zdarzyło się... w 2018 roku :)

 

A czy Wam udało się już podsumować mijający rok? Napiszcie mi o tym w komentarzach 🙂

Jeśli po przeczytaniu uznasz, że znalazłaś/eś tutaj coś wartościowego, udostępnij proszę ten post w mediach społecznościowych:)

 

 

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze do wpisu „Zdarzyło się… w 2018 roku :)”

Dodaj komentarz