Jak być szczęśliwym?

 

Czego o szczęściu możecie się nauczyć od Małego Księcia?

 

Nie wyobrażam sobie, że istnieje osoba, która nie czytała “Małego Księcia”. To książka uniwersalna. W dzieciństwie odbieramy ją jako piękną baśń, a w miarę dojrzewania uczymy się z niej… Później natomiast przychodzi refleksja, jak głębokie i ważne prawdy są tam zawarte. Ja skupię się dziś tylko na jednej z nich.

 

Zawsze się wydaje, że w innym miejscu będzie lepiej. (Antoine de Saint-Exupery)

 

Ludziom wydaje się, że ucieczka (do innego miasta lub kraju) przyniesie rozwiązanie ich problemów. To tak nie działa. Trzeba zaakceptować tę rzeczywistość, w której żyjemy i nie gonić za czymś, czego nie ma. Zwykle bowiem wydaje się, że to otoczenie będzie miało wpływ na to, jak się będziemy czuli i czy będziemy szczęśliwi. Nie! To zależy tylko i wyłącznie od nas. W każdym miejscu będzie dokładnie tak samo, zawsze znajdziemy coś, co nam nie pasuje. I co wtedy? Kolejna ucieczka? To nie jest rozwiązanie. Trzeba zaakceptować to, co nas otacza – dać szansę obecnej rzeczywistości lub zmienić swoje nastawienie do niej, zamiast gonić bez ustanku za czymś, co nigdy nie nastąpi.

 

Jak być szczęśliwym?

 

Czego o szczęściu możemy nauczyć się od Tatusia Muminka?

 

Podobnie jak “Mały Książę”, także i “Muminki” to nie jest książka dla dzieci. No, może nie tylko dla dzieci. Gdy sięgniemy po nią jako dorośli, odkryjemy, jak wiele filozoficznych prawd o życiu ukryła w jej wnętrzu autorka. Problem ucieczki od rzeczywistości pokazała nam na przykładzie Tatusia Muminka, który – znudzony pełnym przewidywalności i schematów życiem rodzinnym – opuszcza dom, by żeglować w towarzystwie Hatifnatów. Wydają mu się oni bowiem w pełni wolni, a jednocześnie mądrzy i nadzwyczajni. 

 

Biedni Hatifnatowie! A ja siedziałem w swojej zatoce i myślałam, że są tacy nadzwyczajni i wolni, tylko dlatego, że nic nie mówili i tylko wciąż jechali dalej. A oni nie mieli nic do powiedzenia i nie mieli dokąd jechać. (Tove Jansonn)

 

Podróż uczy Tatusia Muminka – podobnie jak wcześniej Małego Księcia – co tak naprawdę jest ważne i liczy się w życiu. Pozwala mu zrozumieć, że najcenniejsze jest to, co opuścił w pogoni za marzeniem, które okazało się tylko ułudą. Obaj bohaterowie dojrzewają do powrotu – i dopiero tam, skąd wyruszyli, znajdują pełnię szczęścia.

 

Jak być szczęśliwym?

 

Czego o szczęściu uczy nas Chris z “Przystanku Alaska”?

 

Główny bohater serialu “Przystanek Alaska” – doktor Joel Fleischman – przybywa do Cicely na Alasce, aby odpracować studia medyczne. Wcześniej mieszkał w Nowym Jorku i nie może odnaleźć się w realiach małego miasteczka, liczącego zaledwie 840 mieszkańców. Walczy o zmianę warunków kontraktu. Dopiero rozmowa z Chrisem – prezenterem lokalnej rozgłośni i kaznodzieją – uświadamia mu, w czym leży problem i ja mu zaradzić.

 
Jesteś tu teraz. A jeśli gdzieś jesteś, to powinieneś tam być. Nieważne, jak długo jesteś w jakimś miejscu. Liczy się to, co robisz, kiedy tam jesteś. I czy, kiedy odejdziesz, będzie tam lepiej dlatego, że tam byłeś. (“Przystanek Alaska” – Chris)
 
 
 
 

Czego o szczęściu nauczy Was blog Przystanek Kłodzko?

 
 
Szczęście to wybór. (Regina Brett)
 
 

Chcę, aby mój blog wyrażał filozofię, jaką się kieruję. Chcę Wam pokazać swój cel, jakim jest szczęśliwe życie. Nie jako coś, do czego dążę, ale jako coś – co mam TU I TERAZ.

Chcę prezentować Wam swoje życie pełne pasji, w którym znajduję czas na pracę i hobby. Chcę Wam pokazać, w jaki sposób spędzam czas z tymi, których kocham. Chcę jednocześnie pokazać, że to nadal jest proces. Że cały czas uczę się układać swoje priorytety. Nie zawsze mi to wychodzi i często stwierdzam, że znów zbyt wiele energii włożyłam w zajmowanie się mało ważnymi rzeczami, a przecież chciałam poświęcać czas na to, co dla mnie ważne. Uczę się tego od czasu choroby, kiedy to okazało się, że praca się nie zawaliła, że niektóre koleżanki przestały być koleżankami, a inne – znowu zaczęły nimi być. Bo tylko takie przełomy w życiu mogą nam to pokazać…

Uczę się też ciągle decydowania o swoim życiu, wybierania i ponoszenia konsekwencji tych wyborów. Chcę Wam pokazać, że organizacja i systematyczność nie jest nudna, a przewidywalność i planowanie pewnych działań pozwala znaleźć czas na przyjemności. Pokażę w końcu, jak to jest żyć swoim życiem i być w nim szczęśliwym, bez ucieczki, ale z takim kształtowaniem swojej rzeczywistości, aby pozwoliła osiągnąć to szczęście TU I TERAZ.

 
Ludzie wierzą, że będą szczęśliwi, jeśli przeprowadzą się w jakieś inne miejsce, lecz przekonują się, że to tak nie działa. Gdziekolwiek się udasz, zabierasz tam siebie. (Neil Gaiman)
 
 

Jak być szczęśliwym?

Print Friendly, PDF & Email

22 thoughts on “Jak być szczęśliwym?

  1. W pełni się z tym zgadzam. Cieszę się tym co mi przynosi życie. Uważam, że wszystko co się nam przydarza nie jest przypadkiem. Zawsze coś z tego wyniknie, tylko jeszcze nie wiemy co. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że było to potrzebne. To samo dotyczy ludzi, których spotykamy na swojej drodze. Czasem my jesteśmy potrzebni komuś i odwrotnie. Wielokrotnie się o tym przekonałam. Ale zauważyłam to dopiero po czterdziestce.
    Twój blog czytam regularnie. Podziwiam Cię za wytrwałość i systematyczność. Można z Ciebie brać przykład.
    A coś o mnie – pracuję, zajmuję się domem /8 kotów przygarniętych w potrzebie przez lata/, dużo czytam, robię na drutach i pomagam bezdomniakom. Czasem czytam książki które polecasz albo oglądam filmy. Dziękuję, że jesteś. Pozdrawiam serdecznie.

    1. Też uważam, że wszystko przytrafia się nam w jakimś celu… a życie coraz bardziej potwierdza to przekonanie. Ogromnie Ci dziękuję za ten piękny komentarz – to właśnie takie słowa sprawiają, że ciągle mi się chce – działać, pisać, prowadzić bloga… I cieszę się, że są ludzie, którzy też pomagają bezdomniakom i mają domy pełne zwierząt. To czyni nasz świat lepszym miejscem!

    1. Oczywiście, żal mi tylko tych, którzy marnotrawią swoje życie w pogoni za ułudą i umierają w poczuciu braku szczęścia i niespełnienia, a ono czekało tuż obok. Tak, jak w książce Małgorzaty Musierowicz: “Przypomina mi się (…) taka opowiastka o kobiecie, która znalazła czterolistną koniczynkę. Zawołała swego męża i dzieci, i przyjaciół, wszyscy siedzieli razem całą noc, pełni nadziei i nasłuchiwali, kiedy nadejdzie szczęście. Ale nic się nie działo, tylko drzewa szumiały, dziecko się śmiało, świecił księżyc. Rano rozeszli się zawiedzeni, że szczęście nie przyszło.”

      1. To prawda. Jak to w piosence grupy Pectus:
        “Szczęście jest tak bardzo blisko
        Jeśli tego chcesz
        Marzeniami zbuduj przyszłość
        Swój własny los”

  2. Bardzo dobry tekst Aniu. Wyłowiłaś całą głębię przemyśleń i dałaś innym do przemyślenia i znalezienia swojego miejsca i swojego szczęścia. Bardzo lubię “Małego Księcia” i “Muminki ” też zresztą. 🙂

  3. Piękny tekst. Bardzo lubię Małego Księcia. Muminków nie czytałam. Kojarzę z bajki. Alaskę widziałam.

    Pod tym postem podzielę się sobą i swoimi przemyśleniami.
    Jestem kolekcjonerką masy rzeczy: aniołków, kubeczków, pocztówek i innych ‘pierdołków’. Wiem, że mi to nie daje szczęścia i go nie da. Bo moim szczęściem jest tak naprawdę kochać i mieć wokół siebie osoby które mnie kochają. Nie muszę mieć nic (wystarczy minimalizm) – a jest się człowiekiem wolnym.
    Do tych przemyśleń doszłam prawie (to już?!) 10 lat temu.
    Przechadzając się po klasztornym korytarzu, zamieszkując małą skromną celkę i tak miałam w niej za dużo. Książek, zeszytów, mazaków, jakichś ;pierdełków’. Magazynowanie tego i tamtego. Podczas indywidualnych moich pierwszych zakonnych rekolekcji zrobiłam pierwszego dnia porządek. Patrzyłam na każdą rzecz i zadawałam sobie pytanie: czy jest mi to potrzebne? czy daje mi to szczęście że to mam?
    Książki odniosłam do zakonnej biblioteczki, Zeszyty, długopisy, kredki i inne szkole przedmioty – na salę rekreacyjną. Słodycze do refektarza (jadalni zakonnej). Gdy odniosłam ostatnią rzecz, rzecz którą mogłam się podzielić z innymi Siostrami – odnalazłam ciszę, spokój a co najważniejsze – szczęście. Bo szczęście to miłość, to dziele się. Szczęście to umiejętność dawania ale i brania. Szczeście to cieszyć się ze wszystkiego – z sukcesów swoich ale i swoich najbliższych. To jest radość, to szczęście.

    Ale się rozpisałam.
    Pozdrawiam

    1. Ogromnie dziękuję za podzielenie się swoimi przemyśleniami! Ja jednak jestem ogromną zbieraczką kolekcjonerką. Otaczam się mnóstwem książek, zbieram wiatraki, naparstki… I to właśnie też te kolekcje tworzą moje małe codzienne szczęście 🙂 Bez nich nie byłabym sobą 🙂

      1. My też dużo rzeczy kolekcjonujemy i zbieramy. Mi bardziej chodzi o docenienie małych rzeczy i rzeczy niematerialnych. A jak już coś tam zbieramy to się tym nie dzielimy, nie pokazujemy tylko chowamy się wołając: TO MOJE, NIE DAM. NIE POKAŻE. To że ktoś coś zbiera, kolekcjonuje robi, tworzy – ma pasję jest na prawdę wielkim darem i szczęściem. Jeszcze większym jak się dzieli. Zawsze dzielę szczęście na WIELKIE i MNIEJSZE. A oba są w życiu potrzebne.

        Ściskam gorąco.

  4. Świetny post! 😉 Przyznam, że rad Reginy staram się słuchać, do Małego Księcia też powracam, ale Tata Muminka jak widać też war jest uwagi. Co do Chrisa to moje główne zadanie na ten tydzień w organizowanym przeze mnie wyzwaniu – żeby być tu i teraz, a nie w przeszłości i przyszłości. Z jednej strony wydaje się to takie proste, ale dziś złapałam się na tym jak często jestem myślami zupełnie gdzie indziej.

    1. Dziękuję 🙂 Reginę poznałam niedawno, ale jej rady od tamtej pory mocno biorę sobie do serca. Przy codziennych rozpraszaczach trzeba mocno pracować nad uważnością 🙂

  5. A ja przyznam, że z biegiem czasu, szczególnie zaś po obejrzeniu pewnej niezbyt udacznej sztuki, dostrzegłam infantylność “Małego księcia” i teraz lubię z niego głównie lisa, który pozostał prawdziwy.

    Muminki uwielbiam, chociaż widzę w tacie i jego powrocie do domu wielki smutek. On po prostu mówi nam, że 98% zwierzątek jest zupełnie zwyczajna i że trzeba to zaakceptować. Ja natomiast zawsze myślę o tym 2% niesamowitych zwierzątek, które nie odczuły chęci powrotu do miejsca, gdzie były wcześniej, bo pogoń za marzeniem totalnie je zadowala.

    Osobiście natomiast, w kwestii tego, że zabieramy siebie ze sobą, zgadzam się 🙂 Pamiętam jednak ten satyryczny rysunek w którym ryba wychyla łeb z wody i krzyczy za rybką, która dostała nóżek i wychodzi na ląd: “Dlaczego po prostu nie zostaniesz i nie popracujesz nad tym, by stać się lepszą rybą?”.

    1. Wniosek? Nie oglądać kiepskich sztuk 😉
      Ależ nie – Tatuś Muminka rozumie wtedy, że pogoń za czyś nieokreślonym szczęścia nie daje, że można je znaleźć tylko wśród ludzi, których się kocha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *