Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Marzenia…

 

Moje życie praktycznie od dzieciństwa związane jest z rękodziełem. Gdy byłam dzieckiem – robiłam domki z papieru oraz ubierane laleczki. W wieku 12 lat nauczyłam się wyszywać krzyżykami. Poznałam podstawy szydełkowania, robienia na drutach, haftu richelieu oraz szycia… Uczestniczyłam w kilku profesjonalnych kursach decoupage, miałam w ręku czółenko do frywolitek i raz robiłam nawet własne świece… Nie do wszystkich dziedzin czuję jednak taką samą sympatię – najwięcej czasu poświęcam jednak wyszywaniu krzyżykami oraz – od prawie 10 lat – scrapbookingowi. Warunki domowe – a szczególnie posiadana przez nas ilość kotów – nigdy nie pozwalała mi na rozłożenie się z większym projektem, a tym bardziej – na zostawienie go w trakcie pracy…. Wtedy w mojej głowie zaczęła rodzić się wymarzona pracownia rękodzielnicza 🙂

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Od marzenia do realizacji nie upłynęło zbyt wiele czasu. Mieliśmy na ogródku komórkę (dawny pokoik), służącą za składowisko rzeczy, które „na pewno kiedyś się przydadzą”… Wiedziona nagłym impulsem pewnego sierpniowego popołudnia wstałam z huśtawki i zaczęłam wyrzucać z niej graty… I tak to się właśnie zaczęło!

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Droga do celu…

 

Praca nad wymarzoną pracownią trwała prawie cały rok (od 12 sierpnia 2011 do 17 czerwca 2012). Wszystko robiliśmy własnoręcznie – największą część prac wykonał oczywiście Marcin, do niego bowiem należał remont ścian, kładzenie kabli elektrycznych, płyt czy wykładziny, a także renowacja mojej największej dumy – pożydowskiego kredensu po Babci. Przywędrował on do nas jeszcze z ulicy Kościelnej (a w tamtym mieszkaniu służył od czasów przedwojennych).

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Mebel został rozebrany na części, odpalony z farby olejnej, zaszpachlowany, a na koniec pomalowany (tym razem już przeze mnie) farbą akrylową suchym pędzlem, aby stworzyć efekt przecierki.

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Prawie wszystkie sprzęty w pracowni pochodzą z odzysku (tj. ze strychu lub giełdy staroci). Kupiliśmy tylko nowe lampki (sufitową i na biurko) oraz ogromny funkcjonalny stół z IKEA.

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Moim marzeniem było też odrestaurowanie starego stołu kuchennego (takiego z wysuwaną szufladą na miski do mycia naczyń). Niestety, stał on w piwnicy i nie przeżył wyciągania 🙁 Rozpadł się pod wpływem korników i wilgoci…

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Całe pierwsze wyposażenie pracowni także pochodziło z giełdy staroci oraz lumpeksów (firanka, koc, poduszki). Wszystko utrzymane jest w tonacji bieli i granatu, ponieważ elementem, który mocno rzuca się tam w oczy, są holenderskie wiatraki – także moja wielka miłość 🙂

Cały koszt remontu i wyposażenia pracowni zamknął się w kwocie 4 tysięcy złotych (nie liczę tu wyposażenia typowo scrapowego, czyli Big-Shota, bindownicy, tablicy bigującej itp.).

 

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza 🙂

 

I wreszcie powstała! Tutaj już mniej słów – wystarczą zdjęcia… Ale muszę się Wam przyznać – w pierwszych dniach (a nawet miesiącach) po jej powstaniu ogromnie dużo czasu spędzałam tam… wcale nie na tworzeniu! Po prostu siadałam i patrzyłam w zachwycie, nacieszając się tym, co wreszcie mam! Teraz jeszcze czasem robię to samo 😉 Ale – czy nie mam racji?

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Zmiany, zmiany…

 

Moja pracowni ciągle się zmienia – robię przemeblowania, dostawiam nowe sprzęty. Kilka lat temu wzbogaciła się ona na przykład o zabytkową maszynę do szycia, po którą pojechaliśmy aż do Poznania! W zeszłym roku zamieszkał w niej mój wymarzony pluszowy fotel… Praktycznie na bieżąco wzbogacana jest o nowe przedmioty z wiatrakami, które kupuję najczęściej na naszej sobotniej giełdzie staroci albo dostaję w prezencie od dobrych ludzi. Znają oni moje upodobania i też wyszukują mi zewsząd wiatrakowe akcesoria 🙂

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

Wymarzona pracownia rękodzielnicza :)

 

Ciekawa jestem, czy też macie swoje rękodzielnicze miejsca, czy tylko ja jestem taką szczęściarą? Zostawcie mi w komentarzach linki do swoich kącików – chętnie Was odwiedzę i je zobaczę 🙂

 

 

66 Comments

  1. Piękna pracownia i przeciekawy wpis! Bardzo zainteresowały mnie zdjęcia uwieczniające prace nad poszczególnymi elementami/meblami w pracowni. U mnie ostatnio pasję rękodzielniczą skutecznie wyparły naparstki. Na wszystko brakuje mi czasu, ale na pewno będę do jakichś dłubanek wracać, bo przecież nie wytrzymam. Mniejszy pokój przeznaczyliśmy na biuro/pracownię, ale jako że wiecznie lądowałam ze swoimi pracami w dużym pokoju to pozbyliśmy się stamtąd jednego biurka, żeby było nieco więcej miejsca na inne skarby 🙂

  2. Juno

    Ale pięknie! Taka pracownia (wielkościowo) to moje raczej moja niespełniona fantazja 😉 Mimo niewielkiego metrażu w bloku udało mi się wygospodarować kącik rękodzielniczy – niewielki, ale jest! Twoje miejsce ma jednak taki klimat retro, że aż się gęba cieszy – i to wejście! Mogłabym oglądać tę Twoją pracownię na okrągło 🙂

    1. Anna Kurtasz

      Dziękuję 🙂 Musisz nas kiedyś odwiedzić i zobaczyć na żywo! Też miałam taki kącik kiedyś w domu, ale 5 kotów to za dużo i nie mogłam żadnej pracy zostawić rozgrzebanej, bo stawała się miejscem do spania 😉

  3. Eda

    Aniu, jesteś szczęściarą! Jestem zachwycona Twoją pracownią od kiedy pierwszy raz ją pokazałaś i wielce zazdroszczę. Takie miejsce sprzyja twórczej działalności, więc nic dziwnego, że wena Cię nie opuszcza:)

  4. Własna pracownia to świetna sprawa 🙂 Cudnie jest widzieć na zdjęciach jak się zmieniała i zmienia. Masz wymarzone miejsce do tworzenia Aniu 🙂 Ja mam swoje osobne miejsce do tworzenia od trzech lat. W lutym 2014 kupiłam swoje własne mieszkanie, a w lipcu zaczęłam urządzać jeden pokój przeznaczony na pracownię. Na początku miałam tam zbieraninę przypadkowych mebli. Potem kilka razy robiłam przemeblowanie. Stan obecny nie jest jeszcze tym docelowym, ale jest już prawie ok 🙂 Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania podobnego postu, w którym zbiorę wszystkie dotychczasowe zdjęcia na których widać jak się pracownia zmieniała j nadal zmienia 🙂 Twój post Aniu zainspirował mnie żeby to w końcu zrobić. Tak więc w najbliższym czasie zamieszczę na swoim blogu niebieskikotszyje.blogspot.com podobny post. Tymczasem można tam zobaczyć jak wyglądała jeszcze niedawno moja pracownia, bo parę zdjęć z przemiany zamieściłam tam wcześniej 🙂 Przyjemnego tworzenia Ci życzę i pozdrawiam wakacyjnie 🙂

  5. MS

    Niestety nie mam takiej pracowni, ale marzę,aby zrobić sobie pokój z naparstkami, jak już dzieci się z domu wyprowadzą. Twoja pracownia jest urocza, nie mogę się napatrzec na zdjęcie <3.

  6. Ania, zazdroszczę! Porządku zazdroszczę… Mam pracownię w całym domu, wszędzie porozkładane są rozpoczęte prace. W miejscu, które jest do tego przeznaczone (cały strych), poza bałaganem nic nie ma. Jak sobie pomyślę, że muszę tam dreptać, to się zniechęcam i rozkładam się w salonie. Ale Ty profesjonalnie podchodzisz do pracowni i tego profesjonalizmu Ci zazdroszczę 🙂

    1. Anna Kurtasz

      Kochana! Przecież ten porządek został sfotografowany po zrobieniu i po posprzątaniu! Chyba muszę pokazać, jak tam jest w normalny dzień pracy 😉 Albo nie…. niech ludzie myślą, że chociaż tam mam porządek 😛 Ale nigdzie indziej scrapowych rzeczy nie rozłożę – tylko tam. Niezależnie od tego, czy jest porządek, czy bałagan 🙂

  7. Monika Sońda

    Fenomenalna przemiana. Zaintrygowała mnie ta rzecz w szafce…czy to był młynek do kawy? A co wisiało na drzwiach od tej szafki?
    Marzenia są po to aby je spełniać i nie dziwię się twojemu zachwytowi i godzin spędzonych na podziwianiu tego miejsca i wchłanianiu jego wyjątkowości.
    Mieszkam w blokach, moja córka wyprowadziła się z domu a syn przeniósł się do jej starego pokoju. Ja od grudnia’ 16 wprowadziłam się więc z moimi klamotkami do jego pokoju. Dużo pracy jeszcze mnie czeka przy udoskonalaniu mojej przestrzeni twórczej, ale ogromnie się cieszę,że już mam swoje miejsce. 🙂

    1. Anna Kurtasz

      Tak, to młynek 🙂 A na drzwiach to taka dawna lista zakupów! 😉 Zaznaczało się kuleczką, czego brakuje 🙂
      To teraz czekam na Twoje miejsce do tworzenia – urządzanie go jest wspaniałe!

      PS. Moniko, zostawiaj mi – jak piszesz komentarz – oprócz maila także adres bloga, żebym Cię mogła odwiedzać 🙂

  8. Susan

    Jeszcze nie mam ale w tym roku powstała myśl, a wraz z nią pierwsze prace wywalankowe 😉 składzika rzeczy różnych. Może zdążymy z wylewką, zobaczymy. Twoja pracownia jest cudna!

    1. Anna Kurtasz

      „Zdolny, ale leniwy” 😛 Niestety, czasu brakuje na wszystko… Do zrobienia są jeszcze gabloty na naparstki, które też zamieszkają w mojej pracowni 🙂

    1. Anna Kurtasz

      Namawiam do stworzenia własnej pracowni – zawsze znajdzie się jakiś sposób!

      PS. Jeśli wpiszesz przy komentarzu adres bloga, łatwiej mi będzie wpaść do Ciebie z wizytą 🙂

  9. I masz swoje miejsce na ziemi! 🙂 Wiatrakowe zbiory też mają swoje miejsce.
    Cudny ten stary kredens, tez mam takowy do renowacji…chyba na emeryturze sie do niego dorwę. A jak będę w Kłodzku na pewno do ciebie zajrzę! Bo zapraszasz na kawkę, prawda? ;D

    1. Anna Kurtasz

      Musisz koniecznie się zabrać za ten kredens – nie trzeba emerytury – wystarczy rok – popołudniami po pracy 🙂 Koniecznie musisz wpaść – kawa będzie oczywiście pita w pracowni!

Co o tym myślisz?